piątek, 13 sierpnia 2010

Przygody ciąg dalszy :)

Dzisiejszy dzień był ponownie pełen wrażeń. Może zacznę od tego, że czuję się tu wspaniale, wszystko dookoła jest inne ale atmosfera tego kraju jest niesamowita.

Obiecałam pokazać mój akademik - oto on:


To uchylone okno w oddali jest moje :)

Widok na ulicę, przy której stoi:


A to widok na uliczkę z boku akademika - na jej końcu jest boczne wejście do kampusu


A idąc dalej w lewo widok jest taki - na końcu tej uliczki mieszka Wiktor.


Dzionek zaczynamy koło 11 - Wiktor jest już po śniadaniu i towarzyszy mi w mojej wyprawie na jedzenie do Botanika. Botani Square to wielkie centrum handlowe, które tu mamy - piękne, wypasione i nowoczesne. Mają całe piętro mini restauracji z jedzeniem, otwartych również podczas Ramadanu - są tylko zasłonięte kulturalnie zasłonką. Codziennie próbuję tu czegoś nowego i wszystko jest znakomite. Wieczorem szalejemy - otwierają się dziesiątki ulicznych restauracji i staramy się tam znaleźć coś dobrego do jedzenia. Nie są to typowe kaki lima, czyli wózeczki z jedzeniem, tylko wielkie namioty ze stołami i prowizoryczną kuchnią. Wszystko oczywiście gotowane lub smażone, więc bezpieczne. Nie mam żadnych kłopotów żołądkowych po takim jedzeniu - wręcz przeciwnie. Dzisiaj na śniadanie próbowałam tofu, ale nie jest to moje ulubione danie, a na kolację cudeńka - zupa z mięsa kozy oraz sate - kurczakowe szaszłyczki z sosem z orzeszków ziemnych. Wyobraźcie sobie, że tu są one jeszcze lepsze niż w Warung Bali. Fotki następnym razem :) Pożarłam wszystko zanim pomyślałam o aparacie.

Ale od początku. Siedzieliśmy sobie w kampusie by pouczyć się razem nowych słówek. W pewnym momencie podszedł do nas, jak się okazało, nauczyciel angielskiego, pogadał z nami, wypytał skąd jesteśmy i opowiedział trochę o sobie. Niezwykle miły i uśmiechnięty facet. Potem Wiktor stwierdził, że troszkę zgłodniał więc poszliśmy do jego domu. Tam miałam okazję pogadać w bahasa z panią właścicielką i jej siostrą, Ritą.
Jak już wspominałam, to Chrześcijanie. Tutaj w Bogor jest Sanktuarium Matki Boskiej z Fatimy i raz na miesiąc, trzynastego, odbywa się w nim spotkanie różańcowe a po nim Msza Święta. Rita z Wiktorem wybierali się na nie wieczorem i również zostałam zaproszona. Doświadczenie niesamowite, piękna kaplica, modlitwa i pieśni po indonezyjsku. Każdy dostawał książeczkę z tekstami więc mogliśmy również pośpiewać. Bardzo żałowaliśmy, że nie rozumiemy kazania bo ksiądz był niezwykle zabawny, a ludzie kilka razy wybuchali śmiechem. Zdaje się, że wyjaśniał znaczenie dzisiejszej Ewangelii. Ludzie tworzą tu niezwykłą wspólnotę, niektórzy po Mszy podchodzili do nas się przywitać.

Oto Sanktuarium - mała grota z Matką Boską. To do czego się nie mogę przyzwyczaić do zmierzch o godzinie 18.00 :)


Wieczorem spotkaliśmy się z naszym miejscowym kolegą - Suhailem, który o tej porze mógł już jeść. Jego rodzina pochodzi z Jemenu, on sam mieszka tu i studiuje angielski więc łatwo nam się rozmawia. Cały dzień daje lekcje z angielskiego dlatego widzimy się dopiero wieczorem.
Tutaj większość ludzi jeździ na skuterach lub małych motorach i nic dziwnego - ulice są wąskie, kręte i pod górkę, a miasto całkiem rozlegle. Suhail też ma taki motorek, Wiktor z zapałem uczy się na nim jeździć. Jest nas troje, więc podjeżdżając na lepsze jedzenie lub gdzieś posiedzieć wieczorem, musimy się zmieścić na nim wszyscy :) To tutaj powszechne ale oczywiście tylko na pobliskich, miejscowych uliczkach. Po kolacji pojechaliśmy więc posiedzieć chwilę do jakby parku (zwanego taman - ogród) obok drugiego w Bogorze uniwerku - szkoły rolniczej.


A to moi przyjaciele (z lampą)


I ja :) (bez, żeby było widać trochę otoczenie)

4 komentarze:

  1. dzięki za akademik - poproszę jeszcze wewnątrz bo ogromnie jestem ciekawy jak to wygląda "od kuchni"
    pozdrowienia Anno

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobra, tylko muszę najpierw posprzątać ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Niech będzie naprawdę od kuchni :)
    Nie sprzątaj za wiele

    OdpowiedzUsuń
  4. to jest dobre - '; Suhail też ma taki motorek, Wiktor z zapałem uczy się na nim jeździć. Jest nas troje, więc podjeżdżając na lepsze jedzenie lub gdzieś posiedzieć wieczorem, musimy się zmieścić na nim wszyscy :) "

    OdpowiedzUsuń