niedziela, 15 sierpnia 2010

Kolejne powitania


Dzisiaj dołączyli do nas kolejni studenci z naszej grupy - Agata, Marta i Tamara z Polski oraz Zuzana i Peter (rodzeństwo) ze Słowacji. Po porannej Mszy Św. w miejscowym kościele, małych zakupach w Botaniku i lumpia (indonezyjskie sajgonki), jedzonych na śniadanie w ukryciu przed wzrokiem poszczących Muzułmanów, wybraliśmy się na ich powitanie. Potem po prostu pokręciliśmy się razem po mieście.
Oto opowieść obrazkowa:

nasz Botani Square


jest niedziela, więc na dole odbywały się przedstawienia - tu tradycyjny taniec indonezyjski


widok na pięterko


podczas Ramadanu część restauracyjna jest zasłonięta w trakcie dnia


a w środku wygląda tak


obecny stan Darmasiswowców i Suhail w porze obiadowej


a tak wygląda jedna z uliczek Bogoru


mistrz kierownicy


nasza mobilna kompania


angielsko-indonezyjsko-rosyjsko-słowacko-polska konwersacja w drodze do akademika


widok z górki


i pod górkę


napotkane po drodze dzieci z kurą - nie mogłam się zdecydować które zdjęcie lepsze, więc zamieszczam oba



nasza wieczorna restauracja (a na dworze znowu pada)


kot jest obecny zawsze i wszędzie :)


Nie mamy za bardzo miejsca, w którym moglibyśmy się spotykać. Akademiki są rozdzielnopłciowe, więc nie możemy gościć się nawzajem w naszych pokojach. Kampus jest dobrym miejscem, ale w niedzielę jest zamknięty. Na ulicach nie ma żadnych ławek na których można by posiedzieć, ale przecież i tak często pada. Na wieczorne spotkanie wybraliśmy komfortowe siedzonka w kinie Botanika.


Dzisiaj wszyscy byliśmy naprawdę zmęczeni - jedni długą podróżą i pierwszymi wrażeniami, inni kilkudniową aktywnością na wysokich obrotach, Suhail postem i ciężką pracą translatorsko-przewodnicką. Nasze wieczorne spotkanie skróciliśmy więc do minimum.

Z rozczarowań - nasze trzy dziewczyny jakoś nie bardzo wpasowały się w rozwijający się harmonijnie klimat naszej międzynarodowej grupy. Poszły w swoją stronę niemal od razu. Znają się i studiowały bahasa w Polsce więc nie mają problemu z aklimatyzacją. Sposób ubierania - dzisiaj niestety daleki od panujących w muzułmańskim kraju dopuszczalnych standardów. Wiecie, tutaj wszyscy są niezwykle kulturalni, powściągliwi, pełni szacunku. Niektóre europejskie nawyki zdają się być przejawem ignorancji.

A propos - zyskałam dzisiaj mój własny indonezyjski przydomek. Wybaczcie, nie znam go jeszcze na pamięć. Znaczenie - Wasza Wysokość, od jakiegoś czasu jestem tu bowiem Royal Queen ;) Historia jest taka: Uczyłam się trochę indonezyjskiego będąc jeszcze w domu - oczywiście jego oficjalnej wersji, używanej tu prawie wyłącznie w urzędach i gazetach. Na co dzień ludzie rozmawiają ze sobą inaczej, prościej. Bazując na swojej wiedzy pytałam Suhaila czy mogę powiedzieć coś po indonezyjsku w ten sposób, zapytać o coś mówiąc ... Suhail odpowiadał mi wtedy - Yes, if you are a Royal Queen :) (Tak, jeśli jesteś koronowaną głową :)) Miałam do wyboru - uczyć się wszystkiego od nowa próbując mówić językiem nieoficjalnym albo zostać królową. Wybrałam to drugie ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz