wtorek, 17 sierpnia 2010

Święto Niepodległości


Świętowanie Dnia Niepodległości okazało się być bardzo rodzinne. Tenan, pani u której mieszka Wiktor, zabrała całą swoją wesołą kompanię oraz mnie na coś w rodzaju wspólnego grilla u swojej siostry i jej rodziny. Mieliśmy prawie cały dzień by pobyć i próbować rozmawiać po indonezyjsku z niezwykle cierpliwymi, wyrozumiałymi i pełnymi poczucia humoru ludźmi. Indonezyjczycy są bardzo gościnni, lubią wspólnie spędzać czas, cieszyć się swoim towarzystwem. Nie muszą o niczym szczególnym rozmawiać, ważne, że są razem.

Jeszcze przed jedzeniem wybraliśmy się do położonej prawie obok ich domu hinduskiej świątyni - podobnej do tych na Bali.







a to drzewo z kwiatkami, które kobiety na Bali  noszą we włosach




Wspólne grillowanie czas zacząć! Na obiad był oczywiście ryż, sate czyli szaszłyki z kurczaka, smażony makaron, pieczone na grillu ryby i krewetki, a na deser kukurydza na patyku



Nie bylibyśmy w Indonezji gdyby nagle nie zaczęło padać - nikomu to jednak nie przeszkadzało, po prostu szybko pochowaliśmy się pod dachem - lub parasolem ;)




Gdy deszcz minął bawiliśmy się dalej w najlepsze :)






Czas minął nam dzisiaj bardzo szybko, po powrocie poszliśmy na małą kolację z Suhailem, zrobiliśmy szybkie zakupy (czas na pranie więc proszek się przyda :)) i spotkaliśmy się na ulicznej kawce z Zuzaną i Peterem.


Ps. Gdybyście się martwili - nic mi się nie stało podczas wczorajszego upadku na glebę :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz