Minęły już ponad 2 tygodnie a my ciągle nie możemy rozstać się z Sumatrą :) Wyspa ta jest nieco inna od Jawy co widać głównie obserwując liczbę zaludnienia - tu jest jakby więcej miejsca, jest też może trochę bardziej zielono i górzyście. No i Lake Toba... Ale od początku.
Nasz chiński przyjaciel, Awie zgodził się zabrać nas ze sobą w podróż służbową. Sam wybierał się na Sumatrę w poszukiwaniu nowych terenów plantacyjnych. Zajmuje się tu hodowlą kasawy. Spędziliśmy 4 dni w samochodzie pokonując w sumie ponad 2 tysiące kilometrów. Na początek przeprawiliśmy się promem z Jawy
następnie podróżowaliśmy czarnym pick-upem (chwilami także "na pace" ku radości okolicznych mieszkańców) zatrzymując się na nocleg w hotelach.
Próbowaliśmy po dodze lokalnych przysmaków, owoców i dużo rozmawialiśmy. Awie świetnie zna angielski, jest z pochodzenia Chińczykiem, urodził się i jako swój dom traktuje jednak Indonezję. Poznaliśmy jego szwagra z rodziną, który mieszka na Sumatrze na wspólnej kolacji, odwiedziliśmy także rodzinę jego indonezyjskiego wspólnika.
Obejrzeliśmy całą Sumatrę zza okna auta a docelowo zaparkowaliśmy u naszych przyjaciół w Medanie.
Wspólna kolacja w chińskiej restauracji Shanghai
Studiują oni na tutejszym uniwersytecie Uni Med i mieszkają w czwórkę w wynajętym domu: Kamil i Michalina z Polski oraz Belen z Argentyny. Brakowało tylko Magi, dziewczyny Kamila, która poleciała w tym czasie do Polski zaliczyć zaległe egzaminy.
Jako że w trakcie naszej wyprawy zakończył się Ramadan, wszyscy Muzułmanie zaczęli obchody z tej okazji zwane Idul Fitri. To uroczyste kolacje, spotkania z rodziną i przyjaciółmi, wspólne świętowanie przy stole. Mieliśmy niezwykłą przyjemność uczestniczyć w jednej z takich uroczystości w domu rektora Uni Medu na którą zostaliśmy zaproszeni razem z miejscowymi studentami. Tak się składa, że rektor mieszka niedaleko naszego tutejszego domu :)
W Medanie zwiedziliśmy miejscowe muzeum ponownie pełne wypchanych zwierząt, z których większość ustrzelił jego właściciel - Rahmat, jeden z najbogatszych ludzi na Sumatrze. Dziwne to było miejsce - ten pan stworzył je chyba na cześć samego siebie :)
Wiktor tradycyjnie umobilnił nasz dwuosobowy zespół pożyczając motor, mieliśmy więc okazję zobaczyć miasto, kawałek wielkiego kampusu, lotnisko, centrum handlowe i swobodnie wybierać się do sklepu gdy była taka potrzeba. Jednego wieczoru spotkaliśmy się z resztą studiujących tu Daramasiswowców z innych części świata (Laos, Tajlandia, Niemcy, Uzbekistan), wybraliśmy się razem do miasta na kolację a następnie, niczym scenę z Lost in Translation - zaliczyliśmy mały, zamknięty pokoik udzielając się wokalnie w klubie karaoke.
Udało nam się w polsko-argentyńskim komplecie wybrać na wycieczkę nad jedno z największych jezior na świecie - jezioro Toba. Kolejny raz skorzystaliśmy z transportu oferowanego przez Awiego. Następnie już sami spędziliśmy 3 dni na półwyspie pośrodku jeziora zwanym Samosir zwiedzając okoliczne wodospady, przedzierając się przez lasy, opalając się nad wodą i mocząc w jeziorze do upadłego. Jezioro to krater dawnego wulkanu, wyspa zaś to jego zapadnięty wierzchołek.
Przerwa na kąpiel w morzu w drodze do Lake Toba
Przydrożne zwierzęta :)
Jezioro z nieco innej perspektywy
Prom w drodze na Samosirę
Widok na wodospady na zboczach wyspowych górek
I wyprawa by obejrzeć je z bliska
Kilka dni wcześniej tylko z Wiktorem, Awie i jego przyjacielem Rikim pojechaliśmy zobaczyć najbogatszą prowincję Sumatry - Aceh. To taka indonezyjska tradycja - przed przystąpieniem do interesów złożyć kurtuazyjną wizytę - tym razem przedstawicielowi lokalnych władz. Na nasze byłby to pewnie Wojewoda :) Przemiły, 33 letni młody człowiek mieszkający w domu należącym do państwa, w którym może rezydować w trakcie trwania swojego czteroletniego urzędu. Otoczony czymś w rodzaju ochrony i przebywający w towarzystwie doradcy. Poczęstowano nas tam fermentowanym ryżem, który smakował zupełnie jak wisienki w spirytusie :)
Od dawna jest tak, że nie da się opowiedzieć jak tu jest, trzeba to po prostu zobaczyć. Zdjęcia niewiele mówią, a opisy trudno sformułować tak by nie były pejoratywne :) Często widzi się tu dużo brudu, niedbałości, lenistwa, prowizorki i z naszej perspektywy - różnych dziwactw. Ludzie różnią się w zależności od regionu wyglądem, językiem i podejsciem do obcokrajowców. Taka jest właśnie Indonezja - wielokolorowa, pełna sprzeczności. Szkoda, że nie potrafię opisać jej zapachów, smaków, gorąca, wieczornych muzułmańskich śpiewów, oraz swobody i radości które czuję tu co dnia.
Nasza wyprawa przeciągnęła się ostatecznie o prawie tydzień - ostatnie 3 dni dostaliśmy gratis z powodu zbyt drogich biletów lotniczych na wcześniejsze terminy. Jutro pewnie ugotujemy ostatnią z polskich kolacji, wystrzelimy na pożegnanie kilka fajerwerków (to jedno z ulubionych rozrywek tubylców i wcale nie potrzebują do tego Sylwestra ;)) i polecimy do domu by w końcu zrobić to po co tu przyjechaliśmy - rozpocząć naukę :)
czwartek, 23 września 2010
niedziela, 5 września 2010
Jakarta i nowy dom
Kochani, nie jestem w stanie opisywać każdego dnia po kolei. Pierwszą porcję wieści okupiłam chodzeniem spać ok 3.00. Postanowiłam więc nie obiecywać blogowych nowości z określoną regularnością. Pożyję sobie tu trochę, ok? :)
Grupa nam się integruje - właściwie cały czas spędzamy razem. Mamy w końcu gdzie się spotykać - nasza złota siódemka roczniaków łącznie z Suhailem, któremu stąd bliżej na uczelnię, wynajęła sobie dom. Wiktor i ja zaś postanowiliśmy trzymać się blisko native speakerów by uczyć się języka - od następnego miesiąca przeprowadzam się do rodziny u której mieszka. W akademiku jest mi świetnie ale raczej cicho i samotnie. U Tenan zaś jestem częstym gościem, jest tam niezwykle miło no i mają jeszcze jedno miejsce w pokoju dla dziewczyn. Mamy tylko pół roku - a właściwie już tylko 5 miesięcy. Oczywiście odwiedzamy naszych codziennie.
Oto studencki domek
Agata i Suhail w trakcie próby zmiękczenia materaca :)
Wieczorne rozrywki oraz goście
Kilka dni temu wybraliśmy się też razem do Dżakarty. Jedna z koleżanek, Marta mieszka z nami a studiuje na tamtejszym uniwersytecie Atma Jaya. Niestety nie można zmienić uczelni więc codziennie dojeżdża na zajęcia. Raz po prostu wybraliśmy się wszyscy razem z nią :)
Wrażenia - bezcenne. Dżakarta jest wieelka i szalona. Uczelnia - równie wieelka i niezwykła. To szkoła katolicka - na ostatnim pietrze ma kaplicę i taras widokowy - zobaczcie sami!
Zuzka, Igor, Agata, Peter i Marta
łapiemy anggkota
i jedziemy na dworzec
do Dżakarty można dostać się podmiejskim pociągiem w nieco ponad godzinę
Autobusy mają w centrum Dżakarty przystanki pośrodku ulic w specjalnych "kontenerach"
a to jest właśnie widok z okna uczelnianej kaplicy
i sesja na tarasie widokowym - 13 piętro :)
obiad w uczelnianej stołówce
i ciekawe odkrycie - jeden z budynków został nazwany na cześć naszego Papieża (no właśnie - wie ktoś dlaczego Karol Wojtyła a nie Jan Paweł II?)
i powrót wieczorkiem do naszego deszczowego Bogoru
W środę jedziemy z Wiktorem na podbój kolejnej wyspy - spędzimy ponad tydzień na Sumatrze. Załapaliśmy się na wspólną podróż z mężem siostrzenicy Tenan, który jedzie tam samochodem w sprawach służbowych. Zgodził się zabrać nas ze sobą i przy okazji pokazać kilka ciekawych miejsc. Planujemy zostać kilka dni w Medan i wrócić na Jawę samolotem.
Teraz natomiast czas na mnie - jeśli nic się zmieni będę stanowić posiłki w międzynarodowej drużynie. Mamy w planie mecz w nogę z miejscowymi chłopakami. Wyobrażacie to sobie?? :D
Ps. Meczyk się rzeczywiście odbył, również z moim udziałem - dodam tylko, że było świetnie, a te miejscowe chłopaki to grupa Arabów - przyjaciele Suhaila.
Grupa nam się integruje - właściwie cały czas spędzamy razem. Mamy w końcu gdzie się spotykać - nasza złota siódemka roczniaków łącznie z Suhailem, któremu stąd bliżej na uczelnię, wynajęła sobie dom. Wiktor i ja zaś postanowiliśmy trzymać się blisko native speakerów by uczyć się języka - od następnego miesiąca przeprowadzam się do rodziny u której mieszka. W akademiku jest mi świetnie ale raczej cicho i samotnie. U Tenan zaś jestem częstym gościem, jest tam niezwykle miło no i mają jeszcze jedno miejsce w pokoju dla dziewczyn. Mamy tylko pół roku - a właściwie już tylko 5 miesięcy. Oczywiście odwiedzamy naszych codziennie.
Oto studencki domek
Agata i Suhail w trakcie próby zmiękczenia materaca :)
Wieczorne rozrywki oraz goście
Kilka dni temu wybraliśmy się też razem do Dżakarty. Jedna z koleżanek, Marta mieszka z nami a studiuje na tamtejszym uniwersytecie Atma Jaya. Niestety nie można zmienić uczelni więc codziennie dojeżdża na zajęcia. Raz po prostu wybraliśmy się wszyscy razem z nią :)
Wrażenia - bezcenne. Dżakarta jest wieelka i szalona. Uczelnia - równie wieelka i niezwykła. To szkoła katolicka - na ostatnim pietrze ma kaplicę i taras widokowy - zobaczcie sami!
Zuzka, Igor, Agata, Peter i Marta
łapiemy anggkota
i jedziemy na dworzec
do Dżakarty można dostać się podmiejskim pociągiem w nieco ponad godzinę
Autobusy mają w centrum Dżakarty przystanki pośrodku ulic w specjalnych "kontenerach"
a to jest właśnie widok z okna uczelnianej kaplicy
i sesja na tarasie widokowym - 13 piętro :)
obiad w uczelnianej stołówce
i ciekawe odkrycie - jeden z budynków został nazwany na cześć naszego Papieża (no właśnie - wie ktoś dlaczego Karol Wojtyła a nie Jan Paweł II?)
i powrót wieczorkiem do naszego deszczowego Bogoru
W środę jedziemy z Wiktorem na podbój kolejnej wyspy - spędzimy ponad tydzień na Sumatrze. Załapaliśmy się na wspólną podróż z mężem siostrzenicy Tenan, który jedzie tam samochodem w sprawach służbowych. Zgodził się zabrać nas ze sobą i przy okazji pokazać kilka ciekawych miejsc. Planujemy zostać kilka dni w Medan i wrócić na Jawę samolotem.
Teraz natomiast czas na mnie - jeśli nic się zmieni będę stanowić posiłki w międzynarodowej drużynie. Mamy w planie mecz w nogę z miejscowymi chłopakami. Wyobrażacie to sobie?? :D
Ps. Meczyk się rzeczywiście odbył, również z moim udziałem - dodam tylko, że było świetnie, a te miejscowe chłopaki to grupa Arabów - przyjaciele Suhaila.
Subskrybuj:
Posty (Atom)














































