Miejscem, które bardzo chciałam zobaczyć jest Muzeum Zoologiczne w Kebun Raya. Sam ogród jest na tyle wielki, że wędrując ostatnim razem z Suhailem nie zdążyliśmy już go odwiedzić. Udało się nam to dzisiaj - zwarta i gotowa grupa polsko - słowacka, pod wodzą naszego nieoficjalnego przewodnika, wyruszyła ponownie do wielkiego parku w środku miasta. Wystawa jest ciekawa dydaktycznie ale z drugiej strony smutno jest oglądać tyle martwych zwierząt.
Sfotografowałam chyba wszystkie gabloty - oto krótka relacja wizualna:
Orangutan!
Coś niesamowitegi - szkielet płetwala błękitnego zajmujący praktycznie cały hangar :)
Na koniec dla odmiany coś żywego - moja ulubiona ciciak (takie cuda biegają nam po ścianach w akademiku :))
Po powrocie posiedzieliśmy z Wiktorem chwilę "pod palmą" przy moim obecnym domu by złapać kontakt ze światem - hot spot na szczęście sięga na ulicę - jak wiecie żaden facet nie może przekroczyć progu żeńskiego akademika :)
Dzień bez deszczu dniem straconym i to akurat wtedy kiedy ja robię pranie. Myślę, że czas schnięcia rzeczy będzie tutaj imponujący :)
Mój wieczór od jakiegoś czasu wygląda tak samo - po 18 (lub jak tylko przestanie padać ;)) kolacja z Suhailem w mniejszym lub większym gronie (dzisiaj tylko we dwójkę - najlepszy Mie Goreng w mieście!) a potem spotkanie z częścią grupy. Naszym kolejnym ćwiczeniem językowym jest obecnie tłumaczenie piosenki, którą ostatnio wam przedstawiłam - nauka nowego słownictwa oraz próba jej zaśpiewania.
Ps. U nas jest właśnie 3 w nocy. Zagadałam się na kanapie w salonie, gdzie mamy internet, z miejscową koleżanką, która studiuje biologię na tutejszym uniwersytecie. Właśnie biega po akademiku i budzi dziewczyny - dla nich to nocna pora modlitwy, zaraz też będą jeść śniadanie :)

































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz