niedziela, 29 sierpnia 2010

Plantacyjny wywczas

Właśnie wróciłam do Bogoru po kolejnych 5 dniach spędzonych na uroczej plantacji. Naprawdę można tam odpocząć, do plaży wcale nie jest daleko, szczególnie gdy ma się do dyspozycji motor, pojawiła się także niespodziankowa opcja spłynięcia pontonami rwącą rzeka wraz z innymi członkami Darmasiswy studiującymi w Jakarcie. Nasze mniejsze grono objęło w końcu tylko mnie i Wiktora, na plantacji pojawiła się też na weekend Ibu Leani.

Oto jak to wyglądało.

To jest zdjęcie pt. "Pomidorowa w dżungli" - tym razem wyżywienie było na naszej głowie więc gotowaliśmy to co umiemy plus fasolę w sosie pomidorowym z puszki :)


Takie cuda latały wieczorem w domku


w końcu cisza i spokój :)


na tarasie nastrój kontemplacyjny


a rankiem takie widoki




padało dość często - raz nawet pojawiła się tęcza


wymarzone miejsce do odpoczywania


czerwona gliniasta gleba po deszczu okazywała się być śliska i znakomicie czepiała się butów


eksploracji okolicy ciąg dalszy - tu spacerek na pole ryżowe




:)


odwiedzaliśmy sobie plażę




na miejsce do kąpieli wybraliśmy jednak fragment wybrzeża o mniejszych falach - przypadkowy symbol Ojczyzny utworzony z suszących się koszulek


a tak wygląda codzienny zbiór kauczuku na plantacji




w drodze do domku


ogródek


i kolejny wspólny wieczór z Ibu Leani




komara malarycznego widziałam z bliska - jest malutki i przepięknie ubarwiony w czarno białe paseczki - moskitiera do spania, na wszelki wypadek


ostatniego dnia wybraliśmy się na spływ pontonami fragmentem rzeki - atrakcja nieco bardziej komercyjno - turystyczna ale całkiem przyjemna





głodomory podczas obiadu - studenci Darmasiswy z Jakarty


i wspólny powrót uczelnianym autobusem


widok zza okna - przydrożne stoiska z bananami



Mam kilka wniosków dotyczących różnic kulturowych ale o tym następnym razem - muszę zebrać materiały fotograficzne. Hasło przewodnie - "kto powiedział, że wszystko musi być podokręcane?". Indonezyjczycy zdają się być narodem kultywującym luz na stykach, który specjalizuje się we wszelkiego rodzaju prowizorkach :)

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Perkabunan czyli plantacja kauczuku


Właśnie wróciłam z kilkudniowej wyprawy w miejsce, które opisałabym słowami: warto było przyjechać do Indonezji tylko po to żeby je zobaczyć. Nasza opiekunka Ibu Leani zabrała nas na swoją plantację kauczuku i znajdującą się nieopodal plażę Pelabuhan Ratu. Myślę, że jeśli ktoś marzy o letnim domku w pięknym miejscu to nadawałoby się idealnie :) Nasza grupa uległa błyskawicznej integracji z równym zachwytem obserwując wszystko co dane nam było zobaczyć podczas tej wycieczki.

Jechaliśmy ok 3 godzin dwoma autami - droga prowadziła ku terenom lekko górzystym i zalesionym, a właściwie zadżunglonym :)



po drodze mijaliśmy m.in. ptasi targ


a oto nasza Ibu Leani - pani na włościach :)


widok z tylnego tarasu


te kulki na ziemi to rosnące arbuzy


banda głodomorów przed obiadem


wyprawa w teren

podczas zwiedzania plantacji poznaliśmy kilku jej pracowników - to Sadam, nasz przewodnik, kierowca i znakomity masażysta






pola ryżowe


i trochę zwierzyny - smut





wieczorem wybraliśmy się na południe wyspy, na oddaloną o 20 min plażę obejrzeć zachód słońca - załapałam fotkę w ostatnim momencie, wcześniej musiałam się przecież wykąpać w Oceanie Indyjskim :)


domek od wewnątrz i przygotowania do kolacji



taras główny


i huśtawki na tylnym tarasie


dziewczęca sypialnia


na drugi dzień o 4.30 rano wybraliśmy się z Wiktorem na jedno z okolicznych wzniesień obejrzeć wschód słońca nad plantacją


i było warto :D









oto najbardziej pomysłowa i ruchliwa podgrupa zdobywców okolicznych górek




po śniadaniu pojechaliśmy z kolei posiedzieć w naturalnych, ciepłych źródłach



byliśmy też raz jeszcze na plaży i na kolacji w nadmorskiej restauracji
a takie widoki mijaliśmy po drodze



pożegnalne zdjęcie szczęśliwej bandy


i niestety powrót do domu



Na koniec mam jeszcze jedną wesołą informację - postanowiliśmy nieco przedłużyć sobie wakacje - ciągle czekamy na rozpoczęcie zajęć więc pojutrze, w nieco mniejszym gronie, ponownie pojedziemy na kilka dni na kauczukową plantację :)