Właśnie wróciłam z kilkudniowej wyprawy w miejsce, które opisałabym słowami: warto było przyjechać do Indonezji tylko po to żeby je zobaczyć. Nasza opiekunka Ibu Leani zabrała nas na swoją plantację kauczuku i znajdującą się nieopodal plażę Pelabuhan Ratu. Myślę, że jeśli ktoś marzy o letnim domku w pięknym miejscu to nadawałoby się idealnie :) Nasza grupa uległa błyskawicznej integracji z równym zachwytem obserwując wszystko co dane nam było zobaczyć podczas tej wycieczki.
Jechaliśmy ok 3 godzin dwoma autami - droga prowadziła ku terenom lekko górzystym i zalesionym, a właściwie zadżunglonym :)

po drodze mijaliśmy m.in. ptasi targ
a oto nasza Ibu Leani - pani na włościach :)
widok z tylnego tarasu
te kulki na ziemi to rosnące arbuzy
banda głodomorów przed obiadem
wyprawa w teren
podczas zwiedzania plantacji poznaliśmy kilku jej pracowników - to Sadam, nasz przewodnik, kierowca i znakomity masażysta
pola ryżowe
i trochę zwierzyny - smut
wieczorem wybraliśmy się na południe wyspy, na oddaloną o 20 min plażę obejrzeć zachód słońca - załapałam fotkę w ostatnim momencie, wcześniej musiałam się przecież wykąpać w Oceanie Indyjskim :)
domek od wewnątrz i przygotowania do kolacji
taras główny
i huśtawki na tylnym tarasie
dziewczęca sypialnia
na drugi dzień o 4.30 rano wybraliśmy się z Wiktorem na jedno z okolicznych wzniesień obejrzeć wschód słońca nad plantacją
i było warto :D
oto najbardziej pomysłowa i ruchliwa podgrupa zdobywców okolicznych górek
po śniadaniu pojechaliśmy z kolei posiedzieć w naturalnych, ciepłych źródłach
byliśmy też raz jeszcze na plaży i na kolacji w nadmorskiej restauracji
a takie widoki mijaliśmy po drodze
pożegnalne zdjęcie szczęśliwej bandy
i niestety powrót do domu
Na koniec mam jeszcze jedną wesołą informację - postanowiliśmy nieco przedłużyć sobie wakacje - ciągle czekamy na rozpoczęcie zajęć więc pojutrze, w nieco mniejszym gronie, ponownie pojedziemy na kilka dni na kauczukową plantację :)









































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz