niedziela, 5 września 2010

Jakarta i nowy dom

Kochani, nie jestem w stanie opisywać każdego dnia po kolei. Pierwszą porcję wieści okupiłam chodzeniem spać ok 3.00. Postanowiłam więc nie obiecywać blogowych nowości z określoną regularnością. Pożyję sobie tu trochę, ok? :)

Grupa nam się integruje - właściwie cały czas spędzamy razem. Mamy w końcu gdzie się spotykać - nasza złota siódemka roczniaków łącznie z Suhailem, któremu stąd bliżej na uczelnię, wynajęła sobie dom. Wiktor i ja zaś postanowiliśmy trzymać się blisko native speakerów by uczyć się języka - od następnego miesiąca przeprowadzam się do rodziny u której mieszka. W akademiku jest mi świetnie ale raczej cicho i samotnie. U Tenan zaś jestem częstym gościem, jest tam niezwykle miło no i mają jeszcze jedno miejsce w pokoju dla dziewczyn. Mamy tylko pół roku - a właściwie już tylko 5 miesięcy. Oczywiście odwiedzamy naszych codziennie.

Oto studencki domek


Agata i Suhail w trakcie próby zmiękczenia materaca :)


Wieczorne rozrywki oraz goście







Kilka dni temu wybraliśmy się też razem do Dżakarty. Jedna z koleżanek, Marta mieszka z nami a studiuje na tamtejszym uniwersytecie Atma Jaya. Niestety nie można zmienić uczelni więc codziennie dojeżdża na zajęcia.  Raz po prostu wybraliśmy się wszyscy razem z nią :)
Wrażenia - bezcenne. Dżakarta jest wieelka i szalona. Uczelnia - równie wieelka i niezwykła. To szkoła katolicka - na ostatnim pietrze ma kaplicę i taras widokowy - zobaczcie sami!

Zuzka, Igor, Agata, Peter i Marta


łapiemy anggkota


i jedziemy na dworzec


do Dżakarty można dostać się podmiejskim pociągiem w nieco ponad godzinę




Autobusy mają w centrum Dżakarty przystanki pośrodku ulic w specjalnych "kontenerach"





a to jest właśnie widok z okna uczelnianej kaplicy



i sesja na tarasie widokowym - 13 piętro :)










obiad w uczelnianej stołówce


i ciekawe odkrycie - jeden z budynków został nazwany na cześć naszego Papieża (no właśnie - wie ktoś dlaczego Karol Wojtyła a nie Jan Paweł II?)



i powrót wieczorkiem do naszego deszczowego Bogoru


W środę jedziemy z Wiktorem na podbój kolejnej wyspy - spędzimy ponad tydzień na Sumatrze. Załapaliśmy się na wspólną podróż z mężem siostrzenicy Tenan, który jedzie tam samochodem w sprawach służbowych. Zgodził się zabrać nas ze sobą i przy okazji pokazać kilka ciekawych miejsc. Planujemy zostać kilka dni w Medan i wrócić na Jawę samolotem.

Teraz natomiast czas na mnie - jeśli nic się zmieni będę stanowić posiłki w międzynarodowej drużynie. Mamy w planie mecz w nogę z miejscowymi chłopakami. Wyobrażacie to sobie?? :D

Ps. Meczyk się rzeczywiście odbył, również z moim udziałem - dodam tylko, że było świetnie, a te miejscowe chłopaki to grupa Arabów - przyjaciele Suhaila.




1 komentarz: